Witold Popiel poszukuje źródeł dla rzeczy. Od dwudziestu pięciu lat w jego pracowni powstają pełne znaków i symboli prace malarskie, w których artysta przywołuje obrazy świata, pogrążając się wraz z nimi w jedność bogów, zwierząt i ludzi. Tworzy obrazy olejne o metafizycznym charakterze i pastele, które jak sam określa mają szczególne znaczenie w jego twórczości. Organizuje pracę nad obrazem, by przełamać i zaczarować przestrzeń. Sięga do różnych technik, by znaleźć się w horyzoncie mitów i utożsamić się z nimi. Dokonuje wyborów. Wyposaża bohaterów swych prac w niezbędne akcesoria, a siebie w bezpieczną przystań wewnętrzną. A pejzaże, portrety i akty powstałe wtedy mogą zauroczyć i odwołać się do głosu serca.
Gdy w połowie lat osiemdziesiątych Witold Popiel zainteresował się nieco zapomnianą metodą tworzenia grafiki i powołał do życia pierwsze litografie wydawło się, że jest to świat stworzony dla niego. Z niebywałą swobodą poruszał się w tej trudnej, żmudnej i odpowiedzialnej metodzie. W pracowni litografi zaczęły pojawiać się pierwsze prace o tematyce mitologiczno-baśniowej. Fantastyczne krajobrazy i bohaterowie tajemniczych scen. Wydarzenia senne, dziwne elementy, charakterystyczne dla jego obrazów zaczęły w litografiach nabierać nowego znaczenia. Tworzone w negatywie - nietypowy dla tej techniki sposób - zaczęły dopełniać wiedzę na temat znaczenia obrazów.
W tym czasie prace artysty wystawiane były w wielu krajach. Od Aten, gdzie na prezentacji polskiej sztuki jego obrazy wywołały ogromne zainteresowanie, poprzez liczne wystawy indywidualne i zbiorowe w Niemczech, aż po Japonię gdzie malarz wystawiał w towarzystwie profesorów Akademii Sztuk Pięknych. Potem były wystawy w Warszawie i innych polskich miastach, ale nigdzie oprócz Petersburga nie ustawiała się kolejka, by móc obejrzeć jego prace. Dlatego chyba Witold Popiel ze szczególną sympatią odnosi się do rosyjskich widzów i jak podkreśla, jest to jedno z ostatnich miejsc, gdzie ludzie naprawdę kochają sztukę i prawdopodobnie znają ją jak nigdzie indziej. Być może jego zainteresowanie sztuką, a szczególnie literaturą rosyjską zaowocowało kilkakrotnym pobytem w Rosji i wykładami, które prowadził w tym kraju. Odczyty i seminaria dotyczyły w szczególności nowych technik graficznych i komputerowych metod ich przetwarzania.
Obrazy zaczęły rozjeżdżać się po świecie. Kolejne wystawy powinny przynosić satysfakcję. Marszandzi docenili jego pracę. Kilkaset obrazów powędrowało do kilku muzeów i wielu prywatnych kolekcji. Ale Popiel wydawał się mało zainteresowany tak zwaną karierą. Zawsze twierdził, że jego życie polega na codziennym obowiązku pracy przy sztaludze, a wszystkie czynności, które wypełnia malując obrazy wynikają z pokory i mają charakter prostych rytuałów. Rzeczywiście, może nie należy zbytnio przeceniać własnego udziału w akcie tworzenia. Trudny i wyjątkowo indywidualny musi być proces kreacji, ale też nadmierne przywiązanie do wszelkich komplikacji nie pomaga w dotarciu do prawdy. Może trzeba zawierzyć intuicji i poddać się wyższej energii, która przy odpowiedniej sile woli doprowadzi artystę do zamierzonego lub wymarzonego celu. Popiel poszukuje w różnych miejscach. Wydaje się docierać do ważnych rejonów. Potem zawraca. Może stwierdza, że jeszcze nie nadszedł czas, by sięgać w nieznane. Powroty do źródeł wydają się bezpieczne i może wzbogacają go jako człowieka, a nie tylko jako artystę. Czas pokaże, czy te obrazy będą oglądane za kilkadziesiąt lat. Póki co, jego prace reprodukowane są i chętnie wykorzystywane na okładkach ponad stu płyt z muzyką oraz plakatach i wielu książkach, między innymi dla Czytelnika. Ale Popiel nie poprzestaje na tworzeniu nowych dzieł. Oprócz wykładów, programów telewizyjnych, jest autorem wielu felietonów poświęconych muzyce jazzowej — jego wielkiej pasji, a także malarstwu, wzornictwu oraz projektowaniu wnętrz. Otrzymał również literacką nagrodę miesięcznika Literatura. Tworzy także scenografię i kostiumy do baletu oraz projekty ogrodów. To ostatnie wyzwanie wynika prawdopodobnie z faktu, że gdy kilku lat temu porzucił Warszawę i zamieszkał w domu pod miastem, odkrył potrzebę zagospodarowania własnego kilkuhektarowego terenu, którego zaprojektowanie nie było łatwe. Życie w oddaleniu od przestrzeni miejskiej i codzienne obcowanie z przyrodą, roślinami i czystym pejzażem zaowocowało nowymi obrazami. Wiele z nich pokrywają liście, kwiaty, i postacie, zdające się być w harmonii z przyrodą. Obecnie widać próbę oczyszczenia świata obrazów ze zbędnych, zdaniem autora, elementów.
Wydaje się, że Popiel od zawsze maluje ten sam nierzeczywisty krajobraz, ale obecnie nieco bliższy ziemi. Mniej umowny. Jeśli do niedawna pojawiały się w obrazach elementy i przedmioty przeniesione z geometrii snu lub kosmicznej fikcji, to teraz, jak sam mówi, inspiruje go świat teatralny. Nie koniecznie rozumiany dosłownie. Światło, ów tajemniczy element tworzenia iluzji na małej przestrzeni, wraz z prostą, symboliczną scenografią i postaciami wydaje się być zamknięciem cząstki rzeczywistości w intymnym świecie. Popiela bardziej interesuje namalowany pejzaż, stanowiący tło teatralne, niż świadomie namalowany obraz na wystawę. W jego pracach pojawiają się postacie, głównie kobiet. Coraz bardziej przezroczyste, rozjaśnione, nieobecne. Może grające lub udające swoje role. Kobiety jak porcelanowe lalki w nieokreślonych, pozbawionych dramatycznych uniesień gestów, są strażniczkami tajemnicy. I podobnie jak w pastelu "Maria Callas w Normie", autor nawet nie próbuje przywoływać arii. Pozostawia nas z wizerunkiem czystym, bez zbędnych odniesień. A opery możemy posłuchać kiedy indziej.
Max Kluge
Witold Popiel, "Droga", autor: Max Kluge
"Obrazy Witolda Popiela", autor: Jarosław Markiewicz